Dzień 5

Etap Radoszowice – Popielów

…Bardzo ważne, aby Panu Bogu dziękować. Kto Panu Bogu dziękuje, oddaje mu chwałę. (…) Dziękując Bogu, uświadamiamy sobie również, że należy dziękować człowiekowi…( ks. Krzysztof Iwaniszyn)

Noc spokojna, o g.5 pobudka. Wilczur już się nie pojawił. Może znalazł swoje miejsce, swój dom. Pielgrzymi do Skorogoszczy dotarli około g. 11. Dzień upalny, promienie słońca, choć życiodajne, pielgrzymom doskwierały. Ciężki etap, zmęczenie, ponad sto kilometrów w nogach. Ten dzień na pielgrzymce zapamiętany zostanie jako dzień kapłański, czwartek, wspomnienie św. Jana Vianney i msza prymicyjna dwunastu kapłanów diecezji świdnickiej w parku w Skorogoszczy. Mszy przewodniczył jeden z nich, ks. Piotr Gołuch, a pozostali księża: Tomasz Krupnik, Grzegorz Mędrala, Grzegorz Fabiński, Przemysław Pojasek, Damian Fleszer, Paweł Głąb,  Robert Krupa, Krzysztof Iskra i Tomasz Gwizdek również stanęli przy ołtarzu. Wraz z nimi modlili się księża przewodnicy na czele z głównym przewodnikiem ks. Romualdem. – Bardzo ważne, aby Panu Bogu dziękować. – mówił w homilii ks. Krzysztof Iwaniszyn, ojciec duchowny świdnickiego seminarium, pielgrzym w sutannie. – Kto Panu Bogu dziękuje, oddaje mu chwałę. Dziękując Bogu uświadamiamy sobie, że należy dziękować człowiekowi. My kapłani, dzisiaj dziękujemy za to, że jesteście. Żyjemy w czasach kiedy świat próbuje podeptać nasze kapłaństwo. Chcemy was również prosić o modlitwę. Wiem, że jesteśmy wam potrzebni – zwracał się do pielgrzymów duchowny. – Uświadomiłem to sobie. Bardzo mocno to do mnie dotarło w pewnych szczególnych okolicznościach. Otóż pięć miesięcy po święceniach mojego roku, jeden z kolegów umarł. Dlaczego? Zadawaliśmy sobie to  pytanie. Do dzisiaj pamiętam sms-a jakiego wysłał do mnie ze szpitala, na dzień przed operacją, jak się okazało na dzień przed swoją śmiercią. Pisał: „Jutro mam operację, czuję się bardzo słaby, proszę o modlitwę, chcę wrócić do kapłaństwa, które tak umiłowałem. Na jego pogrzebie zgromadziło się wiele młodzieży, kapłan był tam zaledwie pięć miesięcy, a zapalił taką liczbę młodych ludzi. Młodzież śpiewała na pogrzebie: „ Wystarczy byś był, nic więcej…” Drodzy neoprezbiterzy – skierował słowa w kierunku najmłodszych kapłanów. – wtedy zrozumiałem, że nasze kapłaństwo jest potrzebne. Ważne abyśmy byli dla Boga i ludzi. Spróbujmy sobie wyobrazić pielgrzymkę bez kapłanów, Kościół bez kapłanów. Co to znaczy być, uczy nas tego dzisiejszy patron dnia św. Jan Maria Vianney, uczą nas: bł. Jan Paweł II, bł. Ks. Jerzy Popiełuszko czy bł. Gerhard Hirszfelder. Bądźcie blisko ludzi, bądźmy my wszyscy kapłani blisko Boga i ludzi – podkreślał. – Pozwólcie, że przytoczę jeszcze jedno świadectwo. W Strzegomiu, gdzie posługiwałem wcześniej, doszło w kwietniu tego roku do tragicznego wypadku, w którym przez samochód został potrącony 14 – letni Dawid. W stanie krytycznym został przewieziony najpierw do świdnickiego szpitala „ Latawiec”, a po szybkich konsultacjach helikopterem do wrocławskiej kliniki. Zadzwonili do mnie jego sąsiedzi, potem załamani rodzice. To było w środowy wieczór. Nazajutrz, w czwartek na zajęciach z klerykami prosiłem ich o modlitwę. Wspólnie modliliśmy się za wstawiennictwem Błogosławionego Jana Pawła II. Jeszcze kiedy się obudziłem, odczułem wewnętrzne przynaglenie, aby pojechać do Wrocławia z obrazkiem bł. Jana Pawła II.  Kiedy wszedłem do korytarza przed salą, w której leżał Dawid, spotkałem rodziców. Proszę księdza Dawid umiera. Przywitali mnie zasmuceni. Lekarze pozwolili mi wejść do Dawida. Proszę, żeby ksiądz przygotował rodziców na śmierć syna, bo ten chłopak najprawdopodobniej umrze. Dla niego lepiej, żeby umarł, ma silny organizm, ale jeśli przeżyje, to nie będzie z nim żadnego kontaktu, tak mnie informowali. Było dziesięć minut po g.15, stojąc przy łóżku Dawida, zaproponowałem rodzicom wspólną modlitwę koronką do Miłosierdzia Bożego w intencji Dawida prosząc o wstawiennictwo bł. Jana Pawła II. Zaraz po zakończonej modlitwie Dawid się obudził, spojrzał na mamę i powiedział: „ cześć mamo”. Tato Dawida wyszedł z sali nie mogąc powstrzymać emocji, mama tuliła syna jak najdroższy skarb. Dzisiaj Dawid jest zdrowy, ma zaledwie złamaną nogę, trwa rehabilitacja. Wraz z rodzicami, będzie na Jasnej Górze. Wierzę, że to uzdrowienie nastąpiło dzięki bł. Janowi Pawłowi II . Drodzy księża neoprezbiterzy, z ludźmi trzeba być w każdych chwilach, nie tylko wtedy kiedy jest pięknie i radośnie, ale przede wszystkim wtedy kiedy jest im trudno – zakończył homilię. Rozległy się oklaski, a z wielu oczu popłynęły łzy.

Apel – boisko sportowe w Popielowie

...drodzy młodzi, powołanie do kapłaństwa, do życia zakonnego jest piękne. Proszę uwierzcie nam, że warto. (…) Warto być kapłanem dla jednej tylko spowiedzi świętej, warto nawet dla jednej Mszy św. ( ks. Krzysztof Iwaniszyn)

Wieczorem tradycyjnie rozgrywki siatkarskie i piłkarskie. Pielgrzymi choć zmęczeni nie dawali za wygraną. Zmagania trwały do samego apelu, który tym razem poprowadzili duchowni oraz siostry zakonne. O świadectwo został poproszony ks. Adam Woźniak, ojciec duchowny pielgrzymki, za którego tego dnia modlono się z okazji obecności na pielgrzymim szlaku po raz trzydziesty. Ale nie o sobie mówił. Opowiadał o koledze Zbyszku, kapłanie z jego roku, który zaledwie po trzech tygodniach umarł. – Mam do dzisiaj jego fotografię, na której uwieczniono jak  stoi uśmiechnięty przy ołtarzu, a dokładnie trzy tygodnie później, zrobiono mu fotografię w trumnie. Ks. Adam, ukradkiem wycierając łzy, łamiącym ze wzruszenia głosem opowiadał o ostatnich chwilach kolegi, o kapłaństwie choć tak krótkim, a tak wiele mówiącym. – Zdążył odprawić pięć może sześć Mszy…Wierzę, że Zbyszek wciąż nas wspomaga, jest z nami kapłanem, wstawia się za nami. – Warto być kapłanem nawet dla jednej tylko spowiedzi świętej. – zauważał ks. Iwaniszyn. – Warto dla jednej choćby Mszy św. – podkreślał. Kleryk Marek, werbista pochodzący z Wałbrzycha, opowiadał, jak narodziło się w nim powołanie. – Wiele się działo tu, na pielgrzymce. Również w domu rodzinnym. Moi rodzice otrzymywali korespondencję od Ojców Werbistów, bo gdzieś na misji budowali studnię z wodą, a rodzice  postanowili wesprzeć to materialnie. Po maturze wiedziałem, że chcę na misje. Wcześniej nie słyszałem o Werbistach. O Jezuitach, Dominikanach i owszem. Dzięki tej korespondencji w domu rodzinnym, z czasem dowiadywałem się o nich coraz więcej, czytając te listy. Tak więc wstąpiłem do zakonu, bardzo chciałem jechać na misje. Marzenie spełniło się szybciej niż myślałem, byłem przekonany, że na misie to po święceniach, a tu dzięki panu Bogu i przełożonym pojechałem na dwa lata do Meksyku. Przed miesiącem wróciłem, do święceń kapłańskich pozostało mi dwa lata – zakończył nagradzany brawami. Po nim o powołaniu opowiadała siostra Michalina, elżbietanka. – Ja w przeciwieństwie do poprzednika, nie miałam okazji wiary wynieść z domu, moi rodzice nawrócili się po moim wstąpieniu do zgromadzenia. – dzieliła się. – Po maturze zaczęłam studia na Akademii Medycznej, ratownictwo medyczne. Pamiętam jak nareszcie miałam okazję z kolegami uczestniczyć w akcji ratowania życia człowieka, reanimowaliśmy go przez czterdzieści pięć minut, choć to nie miało sensu, człowiek ów był tak zakwaszony, że nasza pomoc przyszła za późno. Ale myśmy byli pełni entuzjazmu, zmienialiśmy się, ponieważ reanimacja była bardzo wyczerpująca. Dopiero lekarz przerwał te nasze działania. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, nad śmiercią, nad pomocą  ludziom. To wszystko co możemy zrobić? Pytałam sama siebie szukając odpowiedzi. Myśleliśmy z kolegami o założeniu prywatnego pogotowia ratunkowego, psach ratownikach, helikopterach ratunkowych, tyle możliwości rozważaliśmy wspólnie. A do mnie powoli zaczęło docierać powołanie, myśli o pójściu do zakonu. Odpychałam je, zaczęłam się zakochiwać w każdym koledze. Myślałam sobie, zrealizuję swoje zamierzenia zawodowe. Byłam zdesperowana, mówię do kolegi, żeby się ze mną ożenił, bo w przeciwnym razie pójdę do zakonu. To idź, odpowiedział mi. Myślę, że Pan Bóg kierował moimi kolegami, dyplom Akademii Medycznej odbierałam już będąc w zakonie. Tradycyjnie ogłoszenia Głównego przewodnika, a później błogosławieństwo zakończyło ten niezwykle piękny i wzruszający dzień.

Uprzejmie informujemy, że relacje i zdjęcia z każdego dnia pielgrzymkowego w zależności od możliwości technicznych, zamieszczone będą w godzinach wieczornych lub w najbliższym możliwym terminie.