W celu zamieszczenia świadectwa na stronie prosimy o kontakt
pod adresem:


email: parafia@czermna.pl

Świadectwa - Świadectwo siostry Ednelli Muchingamwa

 

Czytam często Biblię, ale powoli, powoli wraz z doświadczeniem życia bardziej rozumiem święte teksty, co ubogaca moje życie wewnętrzne. Wydarzenia, jakie medytowałam obrazujące np.: pytanie Maryi do Anioła Gabriela: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» (Łk 1:34); Podróż Abrahama
z Ur do Kanaanu (Rdz 12); Wyjście do ziemi obiecanej; Podróż Eliasza na górę Horeb (1 Krl 19, 8); Posłanie proroków, którzy musieli opuścić swój kraj i rodzinę (Amos, Ozeasz); Ucieczka świętej Rodziny do Egiptu (Mt 2, 13-15); Jezus głoszący Ewangelię z Galilei do Jerozolimy; Dzieje Apostolskie
i podróże świętego Pawła, odegrały wielką rolę i znaczenie w moim doświadczeniu pielgrzymowania ze Świdnicy na Jasną Górę. To był moment, który wzbogacił mój kontakt z tymi wielkimi pielgrzymami biblijnymi.

Oni pokładali nadzieję jedynie w Bogu i Jego obietnicach. Radość z wypełnienia woli Bożej celebrowano w podróży. Dlatego każdego dnia mogłam śpiewać i radować się z innymi. Zrozumiałam, skąd biblijni pielgrzymi czerpali siłę. Czytane teksty stawały się rzeczywistością. Prorocy zawierali przymierze z Bogiem. Myślę, że każdy z pielgrzymów ze Świdnicy miał również swoje przymierze
z Bogiem. To było osobiste przymierze każdego pątnika. Pamiętam konferencję dyrektora naszej grupy ks. Krzysztofa, który powiedział: "Zapytaj siebie, dlaczego idziesz na pielgrzymkę, mogą to być powody turystyczne, ale Duch Święty może ich użyć, uświęcić je i przemienić, byś stał się pielgrzymem."

Oczekiwanie na pielgrzymkę było jak sen, rodziły się pytania: jak to będzie? Czy będę w stanie to zrobić? Jak będą spać ludzie? Jak będzie dostarczane jedzenie przez wszystkie te dni, dlaczego mamy iść pieszo, gdy można jechać samochodem? Miałam wiele pytań, ale w moim sercu nie było lęku
i obaw. Z ufnością zaczęłam nowennę o dobrą pielgrzymkę. Modliłam się do dwóch świętych: św. Jana Pawła II i św. Faustyny. Pewnego dnia w kaplicy Sióstr w Świdnicy, w trakcie mojej modlitwy
w intencji pielgrzymki, przyszła mi myśl, że czegoś mi brakuje. Zapytałam siebie, jaki jest właściwy powód mojego pielgrzymowania? Pomyślałam, że moją intencją będzie dziękczynienie Bogu za to wszystko, co dla mnie uczynił do tej pory.

Mijały dnie i noce oczekiwania. Zobaczyłam rzeczywistość, w chwili, gdy oddałyśmy nasze bagaże do samochodu, który obsługiwał naszą pielgrzymkę. Cieszyłam się bardzo, że nadszedł już czas, by ruszyć. Wybiła właściwa godzina. Był poranek 31 lipca, niebo było pokryte chmurami. Z domu Sióstr klawerianek w Świdnicy wyszłyśmy do katedry na Mszę św. rozpoczynającą pielgrzymkę. Katedra była wypełniona ludźmi. Biskup Ignacy życzył wszystkim pielgrzymom odwagi i siły. Tematem pielgrzymki, było dziękczynienie za kanonizację Jana Pawła II, bardzo mi się to spodobało, gdyż łączyło się z moją intencją dziękczynienia.

To było wzruszające, gdy cały kościół uhonorował gromkimi brawami panią doktor, obsługującą pielgrzymkę, nazywaną „Matką Teresą". To nie było pierwszy raz, gdy pani doktor, jako wolontariuszka służyła, jako lekarz w czasie pielgrzymki. Zaczęłam dostrzegać realia pielgrzymki. Po Mszy św. na dziedzińcu katedralnym zaczęły się formować grupy, były tam dzieci, młodzież, dorośli
i osoby starsze. I tak zaczęła się moja przygoda. To był cały dzień w deszczu. Deszcz przypomniał mi afrykańską tradycję mówiącą, że gdy jakiemuś wydarzeniu towarzyszą krople wody to jest to błogosławieństwo Boga. Mówiłam sobie: „To jest naprawdę błogosławiona pielgrzymka”.

Uderzyło mnie to, że biskup Ignacy w tym deszczu towarzyszył nam do granic miasta. Obraz biskupa pozdrawiającego wiernych, przypomniał mi film z Nigerii o tytule:„The Egg of life”. Szłam do miejsca, którego nie znałam. Miałam nadzieję, że ta droga przyniesie korzyści duchowe dla mnie i wspólnoty, którą zaczęliśmy tworzyć.

Maszerowanie cały dzień, nie martwiąc się gdzie będę spać, ani co będę jeść, pozwoliło mi zobaczyć rzeczywistość „exodusu”. Historię „exodusu” studiowałam, czytałam i rozważałam wiele razy, a teraz zaczęłam nią żyć. To było dla mnie odejście od codziennych obowiązków do nowych wyzwań
i doświadczeń. Odłożyłam na bok to, co było treścią mojego codziennego życia i skoncentrowałam się na innych sprawach (chociażby jak zatroszczyć się o moje bolące kolano, by móc kontynuować pielgrzymowanie).Nie czułam zmęczenia. Tego nie mogę zrozumieć nawet dzisiaj. To było naprawdę czas w drodze. Jedynym pragnieniem było dojść do Czarnej Madonny.

W parafiach i na ulicach witali nas oczekujący ludzie. Uderzył mnie także fakt, że wszyscy w różny sposób uczestniczyli w naszej pielgrzymce, nawet ci, którzy nie mogli z nami iść fizycznie towarzyszyli nam duchowo.

Nigdy nie szłam więcej niż 15 km dziennie. Teraz musieliśmy maszerować maksymalnie 33 km, albo najmniej 19 km dziennie. Czekałam na ten moment z ciekawością i nadzieją. To co dodawało mi odwagi, to fakt, jeśli robią to inni, mogę też i ja. Jeśli pielgrzymowali już wiele razy, to i ja mogę też. Jeśli jest to możliwe dla innych, możliwe też i dla mnie.

Było 7 grup. Siódmą grupę stanowili pielgrzymi duchowi, którzy nie mogli iść, ale duchowo wspierali nas modlitwą. Czułam moc i wsparcie tej grupy, zwłaszcza, gdy s. Anastazja telefonowała do nas każdego wieczoru, pytając jak nam idzie i zapewniając o modlitwie jej i pani Zofii.

Nasze dni rozpoczynały się pobudką o g. 4: 45 lub 05:00. W drogę wychodziliśmy około 05:30 albo 06:00 w zależności od dnia. Zaczynaliśmy śpiewem Godzinek ku czci NMP. To był moment, który tak bardzo mi się podobał. Mimo, że nie rozumiałam treści, to medytowałam na temat mojego życia. Mieliśmy konferencje kapłanów i seminarzystów. Tematem tych konferencji były dary Ducha Świętego (dar rady, męstwa, rozumu, mądrości). Rytmiczne piosenki pomagały nam w drodze. Ci, którzy nie mogli śpiewać zauważyłam, że odmawiali różaniec. W grupach wspólnie odmawialiśmy różaniec i koronkę do Bożego Miłosierdzia w misyjny sposób, w różnych językach.

Najbardziej utkwiły mi w pamięci dwie konferencje. Jedna z nich wygłoszona przez Ks. Krzysztofa Krzaka, dyr. naszej grupy. Mówił o podróży Abrahama, porównując ją z naszą pielgrzymką, mówiąc, że jesteśmy powołani, aby dojść do miejsca świętego. Ważne w tej duchowej pielgrzymce jest pytanie: Dlaczego ja idę? Jakie są moje motywacje? Drugą konferencję wygłosił diakon, w której podkreślił, jak ważnym jest, by nieść nasze krzyże ofiarując je Bogu z wdzięcznością, w łączności z Jezusem Chrystusem.

We wszystkich sześciu grupach dawałam świadectwo o moim powołaniu zakonnym i o moim kraju Zimbabwe. To były zdumiewająco piękne momenty, wszyscy słuchali z zainteresowaniem i włączali się do modlitwy za mnie i mój kraj. Przypominam sobie pewien dzień, gdy po przerwie popołudniowej przybiegł ksiądz Piotr Kopera, przewodnik grupy szóstej pytając s. Krystynę, kiedy przyjdziemy do jego grupy. Byłam zadowolona, że ludzie są bardzo zainteresowani, by słuchać
o misjach i innych krajach. W sumie we wszystkich grupach byłyśmy przyjęte z wielką życzliwością.  Wspólnie śpiewaliśmy „Wakanaka Jehova” i „Nie ma innego jak Jezus” w języku shona używanym w mojej ojczyźnie (pielgrzymi potrafili pięknie w moim języku śpiewać). Pamiętam pewnego dnia, jak dwie dziewczyny poprosiły mnie o słowa piosenki „Nie ma innego jak Jezus” w języku shona, ponieważ jeden z kleryków obiecał temu, kto się nauczy tego tekstu śpiewać, to on poniesie go „na barana”.

Nie mogę zapomnieć tych chwil, podczas postoju i wieczornego Apelu o 21.00, gdy pielgrzymi tańczyli zapominając o zmęczeniu i bolących nogach. Pomyślałam wtedy o Miriam, gdy tańczyła po przejściu Jordanu (Wj 15, 20-21). W tym momencie zrozumiałam jej radość. Zrozumiałam także radość pielgrzymów. Ja również poszłam z nimi tańczyć. 9 sierpnia oczekując na wejście do Sanktuarium zaczęliśmy znowu tańczyć zapominając o poranionych stopach. Zrozumiałam, że radość duchowa pokonuje wszystko co boli. Zawsze można nauczyć się czegoś od innych. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, że przeszliśmy ponad 250 km.

Apele wieczorne były bogate duchowo. Podczas jednego z nich w Pieszycach dał swoje świadectwo Hani Hayek, archeolog z Ziemi Świętej. Opowiedział, jak żyją chrześcijanie w tym kraju. Przeżywają wiele trudności i cierpią prześladowania. Muszą opuszczać swój kraj ze względu na wiarę. Inni z powodu biedy sprzedają swoje gaje oliwne, żeby móc emigrować. By wesprzeć tych chrześcijan, aby nie opuszczali tej ziemi, powstała Fundacja „Oliwne Korzenie ”, której celem jest finansowe wsparcie chrześcijan z Ziemi Świętej. W jeg świadectwie uderzało mnie pytanie: dlaczego walczą w Ziemi Świętej. Jezus przyszedł do wszystkich. Dla Haniego Hayka zobaczenie tylu chrześcijan w Polsce, którzy w sposób wolny pielgrzymują, było błogosławieństwem.

Pielgrzymka ze Świdnicy na Jasną Górę od 31 lipca do 09 sierpnia 2014 była czasem duchowego doświadczenia osobistego i wspólnotowego, czasem rekolekcji, który był dla mnie czymś szczególnym i nowym w moim życiu. Były momenty niepowtarzalne, które przyniosły radość i na ich wspomnienie śmieję się nawet dzisiaj. To było doświadczenie dobroci i miłosierdzia Boga. Np. „Górka Przeprośna”, to miejsce niezapomniane. To doświadczenie prowadzi mnie do wdzięczności Bogu poprzez Siostry Misjonarki św. Piotra Klawera, dzięki którym miałam możliwość przeżyć misyjność Kościoła tutaj
w Polsce. Ta cała pielgrzymka, tak świetnie zorganizowana, zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jestem pełna podziwu dla wszystkich: organizatorów, uczestników, tych, których spotkałam, tych, którzy próbowali się ze mną komunikować w każdy możliwy sposób, którzy się za mnie modlili, którzy udzielali nam dachu nad głową i dzielili swój codzienny pokarm. Z całego serca dziękuję. Zabieram Was wszystkich w moim sercu do mojej ojczyzny: Zimbabwe.

 

S. Ednella Muchingy ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Naszej Pani z Góry Karmel w Zimbabwe

 

Dziękuję bardzo s. Ednelli za odważne maszerowanie pielgrzymim szlakiem, że pozwoliła się poprowadzić Bogu i nam jak Abraham, nie wiedząc co ją czeka, i całkowicie zaufać. Podczas drogi mieliśmy możliwość usłyszeć świadectwo jej powołania, ale co mnie równie bardzo uderzyło, to przywołane świadectwo wiary jej ojca. W jednej z grup ktoś zapytał: Siostro Ednello, jak zareagowała rodzina siostry na decyzję bycia katoliczką a potem siostrą zakonną (trzeba pamiętać, że członkowie rodziny s. Ednelli są protestantami-metodystami). A s. Ednella w odpowiedzi na to przytoczyła piękne świadectwo jakie dał jej ojciec w dniu jej ślubów zakonnych: Mówił „Mamy 14 dzieci, wszyscy już pracują i czasami obdarowują nas prezentami, a my z żoną patrzymy na siebie z zazdrością i przygadujemy sobie: O! ciebie kochają bardziej niż mnie, bo otrzymałaś droższy prezent. Dzisiaj nasza córka Ednella obdarowała nas obojga jednakowym prezentem, a jest nim modlitwa. Przyodziała nas jednakowym ubraniem, swoją modlitwą, to niepowtarzalny, drogocenny dar”. To było naprawdę niezwykłe świadectwo ojca s. Ednelli. Przywołało mi ono na pamięć mojego tatę, który pomimo ciężkiej pracy, był rolnikiem, miał wielką radość, by przed snem opowiadać nam historie biblijne. A w kościele widywałam go na kolanach przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Takie obrazy zostały mi w pamięci z dzieciństwa. Czy wiara ojca rodziny ma wpływ na wiarę i powołanie dziecka? Jestem przekonana że tak, to mówią przykłady z życia. A co mówią statystyki?

Podczas drogi słyszałam takie stwierdzenia jeśli w rodzinie ojciec jest osobą wierzącą, to 75% jego dzieci idzie za nim i praktykuje wiarę, jeśli matka to 25% dzieci w rodzinie wierzy.

Dziś jestem wdzięczna rodzicom i Bogu za dar wiary, za łaskę powołania zakonnego. A to, że mogłam być pielgrzymem do Pani Jasnogórskiej w takim składzie osobowym i przeżywać tyle niezapomnianych chwil zawdzięczam Organizatorom XI Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę, a także mojemu Zgromadzeniu i wspólnocie moich sióstr w Świdnicy

s. Krystyna Piś klawerianka ze Świdnicy

 

 

Świadectwo Bereniki

Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę, może to zabrzmi banalnie, ale jest dla mnie najważniejszym wydarzeniem, wydarzeniem, które ukierunkowuje cały mój rok, wydarzeniem, na które się oczekuje. To prawda.

W całym roku nie ma nic takiego co mogłabym porównać z pieszą pielgrzymką. Jest to najpiękniejszy dar jaki ofiaruje mi Bóg, a który ja przyjmuje z wielką radością. Pamiętam kiedy w moim życiu był czas, że nie mogłam uczestniczyć fizycznie w pielgrzymce. Czułam wtedy wielki brak i jednocześnie smutek, że nie ma mnie na tym pielgrzymim szlaku razem z moimi braćmi i siostrami. Pielgrzymka bardzo mocno oddziałuje na życie człowieka. Widzę to nie tylko na moim przykładzie, ale również na przykładzie moich znajomych czy przyjaciół.

W tym roku po raz pierwszy wybrałam się razem z moją przyjaciółką. Miesiąc później, podczas jednej z rozmów usłyszałam takie świadectwo: „Po pielgrzymce uważałam, że nic prawie nie dały mi te dni, wręcz jeszcze bardziej pogrążałam się, spadałam. O pielgrzymce myślałam: „fajnie spędziłam trochę czasu poza domem, myślałam, że coś się zmieni, no, ale trudno”. Wreszcie nie wytrzymałam i powiedziałam: 'ta pielgrzymka nic mi nie dała i chyba najgorzej ją zniosłam'. Jednak ktoś mi powiedział, że to nieprawda. Najpierw czułam pogardę dla 'głupich' tekstów niczym z poradnika psychologicznego mówiącego, że wszystko ma sens i drugie dno, drugą stronę medalu. Jednak później sama naśmiewając się z nich doznałam „olśnienia”. Myślę, że to 'oświecenie' to właśnie było otworzenie się na Ducha Świętego. W każdym razie chyba bym nie zrozumiała, co się dzieje, gdybym się nie otworzyła. Ile było w tym złości, pogardy i niezrozumienia, które były bezpodstawne. Teraz rozumiem coraz więcej i to mnie trochę przeraża. Jednak wolę strach niż nastrój depresyjny, jaki mi towarzyszył wcześniej. Myślę, że powoli będę palić swoje maski, które tworzyłam latami”. Bardzo poruszyły mnie jej słowa. Dowiedziałam się też bardzo ważnej rzeczy. „Wiesz, nigdy tego nie mówiłam, ale chciałabym byś wiedziała, że cieszę się z naszej przyjaźni. Wiedz, że każda rozmowa, każde spotkanie dużo mi daje... Zwłaszcza te ciche rozmowy namiotowe”. No właśnie...

To niesamowite ile może dać człowiekowi jedna, choćby krótka rozmowa, np. w namiocie na pielgrzymce.

Uważam, że każdy człowiek coś wnosi w nasze życie i coś z niego bierze. Czasem jest to zwykły uśmiech, dobre słowo, ciepła rozmowa, a czasem pomoc okazywana na pielgrzymiej drodze. Ale z każdego takiego gestu możemy wyciągnąć naukę dla siebie, bo to właśnie Bóg stawia na naszej drodze tych wszystkich ludzi. Nie wierzę, że to przypadek, że poznałam właśnie tę osobę, spotkałam tego człowieka. Dlatego jestem wdzięczna Bogu za dar pielgrzymowania, gdyż to właśnie tam uczę się relacji z drugim człowiekiem i z Nim samym. Z roku na rok coraz lepiej.

Berenika

 

Moje świadectwo

X- Jubileuszowa Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę

Na pieszej pielgrzymce byłem po raz pierwszy. Była to w ogóle pierwsza pielgrzymka w moim życiu. Na pielgrzymce doświadczyłem niesamowitej bliskości Pana Boga. Dużo płakałem ze wzruszenia. Kiedy tylko Duch Święty dotykał mojego serca łzy same płynęły z moich oczu. W sposób delikatny i niezwykle łagodny Pan okazywał mi jak mnie kocha takiego jakim jestem, z moimi zaletami i wadami. Pan przemawiał do mnie poprzez codzienne modlitwy, konferencje i rozważania oraz codzienną eucharystię. Jego słowa głęboko zapisywały się w moim sercu. Ofiarowałem siebie i swoje życie Panu Jezusowi, a On na to odpowiedział mi
w pieśni: „Nic, nie musisz mówić nic, odpocznij we mnie, czuj się bezpiecznie, pozwól kochać się...”. Teraz wiem, że Bóg kocha mnie, a co ważne ja również odczuwam w moim sercu miłość do Pana Jezusa, Matki Bożej – Maryi oraz całkowitą ufność do Ducha Świętego. Piszę o tym, ponieważ jeszcze nigdy takich uczuć nie doświadczyłem, choć regularnie chodziłem do Kościoła i modliłem się. Teraz wiem, że Ojciec Niebieski obdarzył mnie cudownym darem – PRZYMNOŻYŁ MI WIARY. I to jest dla mnie coś, czego się nie spodziewałem po udziale
w pielgrzymce. Moje osobiste intencje były inne. Wiem, że zostały one wszystkie wysłuchane – odczułem to w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze. Jednak dar głębszej wiary jest najwspanialszy. To mój największy klejnot – łaska, jaką otrzymałem w czasie pielgrzymowania.

Miesiąc po pielgrzymce widzę u siebie korzystne zmiany. Nie myślę już notorycznie o ludziach źle. Przyznaję, że bardzo się z tym męczyłem. Trudne relacje natychmiast powierzam w bezgranicznym zaufaniu Panu Jezusowi. On mnie pociesza i uwalnia od złych myśli i złości. Stopniowo poprawiają się moje relacje z ludźmi. Podobnie się dzieje z przeróżnymi pokusami, gdy tylko się pojawiają proszę Boga o łaskę ich oddalenia. To działa!

W moim sercu na zawsze pozostaną wszyscy Pielgrzymi X Jubileuszowej Pielgrzymki Świdnickiej. Szczególnie dziękuję Bogu za wspaniałych Księży, świadomych mocy sakramentu kapłaństwa, jaki otrzymali.

Rozpoczynam nowe życie. Nucę często pieśń: „Powietrzem moim jest obecność Twoja, bez Ciebie nie mogę już żyć...”

Zbyszek, lat 44.