W celu zamieszczenia świadectwa na stronie prosimy o kontakt
pod adresem:


email: parafia@czermna.pl

Świadectwa - Pielgrzymki pełne Łask

 

Pielgrzymki pełne Łask

„W Roku Wiary "' podczas 10 Jubileuszowej Pielgrzymki Pieszej Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę , która odbyła się w 2013 złożyłam w grupie 1, w której pielgrzymowałam, świadectwo otrzymania od Pana Boga i Matki Najświętszej wielu łask. Moje pisemne świadectwo, niech będzie na Chwałę Boga i pożytek dusz ludzkich.

Mam na imię Czesława, mieszkam w Świdnicy Śl., jestem nauczycielką. W lipcu 2009 roku, otrzymałam łaskę pielgrzymowania do Tronu Matki Bożej. Pragnienie udania się na 6 Pieszej Pielgrzymkę Diecezji Świdnickiej do Częstochowy było ogromne. Z dnia na dzień żyłam tylko tą myślą. Wiedziałam, że nic i nikt, nie może mnie od tego zamiaru odwieść.

Miałam, za co Panu Bogu i Matce Najświętszej dziękować, a mianowicie za cud uratowania przed 30 latu, życia córce, podczas jej narodzin. Wtedy to, podczas akcji porodowej, w pewnej chwili lekarka podając mi tlen oznajmiła, że nie wyczuwa już tętna u mojego nienarodzonego jeszcze dziecka. Natychmiast w myślach i to z ogromną wiarą zaczęłam odmawiać Zdrowaś Mario, zawierzając życie dziecka Panu Bogu i Matce Najświętszej. Odpowiedź Pana Boga na moją modlitwę była natychmiastowa i w chwilę później - urodziła się córka, która została dosłownie wypchnięte z mego brzucha przez położną. Po krótkiej akcji reanimacyjnej na sali porodowej usłyszałam jej płacz. Córka urodziła się zdrowa, miała tylko na szyi odciśnięte ślady po pępowinie, którą się dusiła.

Wydarzenie to, miało miejsce dnia 2 lutego - w Święto Matki Bożej Gromnicznej,

o godzinie 18.10 w czasie, kiedy w kościołach podczas Mszy Św. zapalane są przez wiernych gromnice.

 

Podczas głoszenia tego świadectwa w 2009 r. na jednym z etapów pieszej pielgrzymki, wdzięczna Panu Bogu i Matce Najświętszej za dar uratowania życia córce, wypowiedziałam jeszcze do mikrofonu moje postanowienie, a mianowicie, że „ do końca mojego życia, będę modlić się za dzieci nienarodzone, a także, że będę corocznie podejmować duchową adopcję tych dzieci".

Aby wypowiedziane przeze mnie słowa, nie były rzucone na wiatr, otrzymałam już na pielgrzymce przedziwną pomoc Bożą do wypełnienia tego postanowienia.

Podczas jednego z postojów, który wypadł w lesie, wiedziona jakąś niebiańską siłą, odeszłam na moment od swojej grupy pielgrzymkowej - grupy I. Sama nie wiedziałam, dlaczego oddalam się od nich. Moje kroki były skierowane na małą polankę, wprost pod drzewo, pod którym leżała książeczka do odmawiania modlitwy różańcowej. Podniosłam ją i głośno zaczęłam wołać do pielgrzymów w pobliżu siedzących ,,siostro, bracie, czyja to książeczka". W odpowiedzi usłyszałam od nich te słowa „ niech sobie siostra tę książeczkę weźmie, bo jak tu przyszliśmy, to ona już tam leżała".

Trzymając w ręku znalezioną książeczkę „Tajemnice Różańcowe ". usiadłam pod drzewem, oparłam się o nie plecami i tak pomyślałam w duchu ,, a może to, jakiś znak, może rzeczywiście mam ją sobie zatrzymać" i powiedziałam,,, jeżeli to drzewo, o które się opieram, będzie brzozą, to będzie to dla mnie znak, że Matka Boża chce, abym się z tej książeczki modliła".

Spojrzałam w górę i zobaczyłam, że drzewo, o które się opieram to właśnie brzoza. Bardzo się tym wszystkim wzruszyłam, przytuliłam książeczkę do siebie i zapłakałam. Już wiedziałam, że mam odmawiać różaniec. Wcześniej nie modliłam się na różańcu i nie znałam żadnej tajemnicy różańcowej. Można powiedzie, że się w ogóle nie modliłam, od czasu do czasu odmawiałam tylko pacierz i to na leżąco, rzadko się też spowiadałam.

I tak powoli, od tej pielgrzymki, dzięki Matce Bożej rozpoczęła się moja droga do Pana Boga, moje nawracanie się i wzrastanie w wierze. Wdzięczna jestem bardzo Maryi, za to, że włożyła mi w ręce różaniec i wskazała mi właściwą drogę do zbawienia mojej duszy - drogę do Jej Syna Pana Jezusa.

Rok później w 2010 roku podczas 7 Pieszej Pielgrzymki Diecezji Świdnickiej do Częstochowy, otrzymałam od Pana Boga nieopisaną i niewymowną w swej dobroci łaskę zobaczenia Oblicza Pana Jezusa, a kilka miesięcy później, już w miejscu zamieszkania łasicę usłyszenia głosu Pana Jezusa i rozmowy z Nim.

Od początku mojego pielgrzymowania do Częstochowy w 2010 r. jakby zapowiedzą tego, co miało się na tej pielgrzymce wydarzyć, było spostrzeganie przez ze mnie wszędzie, gdzie tylko spojrzałam wizerunku Pana Jezusa Miłosiernego. Postać Pana Jezusa widziałam nie tylko na obrazach w kościołach, ale także na witrażach, na niesionych plakatach, a nawet na obrazku powieszonym na drzewie w środku lasu.

Podczas tej pielgrzymki, miało miejsce pewne, niezapomniane wydarzenie, o którym często rozmyślam w swoim sercu. Na jednym z etapów, gdy zbliżaliśmy się do kościoła, który stał na trasie naszego pielgrzymowania, zapragnęłam nagle do niego wejść. Pamiętałam jednak, że rok wcześniej, nie wstąpiliśmy do tego kościoła, że po krótkiej modlitwie uwielbienia Pana Jezusa, poszliśmy w dalszą drogę.

Tym razem sprawy potoczyły się inaczej. Niebo nagle pociemniało i zaczął padać deszcz, a chwilę potem nadciągnęła ogromna burza. Wszyscy weszliśmy do kościoła, aby tam przeczekać ulewę. W kościele nie było światła, panował jakby półmrok, usiedliśmy w ławkach. Ksiądz Adam Woźniak - kierownik duchowy grupy 1, wszedł na ambonę i zaczął do nas przemawiać. Bardzo się tą katechezą wzruszyłam, łzy same płynęły mi po policzkach.

Nagle usłyszałam jakiś cichy głos, który mówił mi, że obok mnie siedzi Pan Jezus. Nieśmiało, ukradkiem spoglądnęłam w prawą stronę i spostrzegłam, pielgrzyma -przepięknego mężczyznę, który miał śniadą cerę i ciemne falujące do ramion włosy.

Mężczyzna ten, spoglądał na mnie. a ja tylko płakałam. Trwało to chwilę. Gdy przestał padać deszcz, ogłoszono kolejność wymarszu poszczególnych grup pielgrzymkowych. Nie chciałam opuścić tego miejsca, pragnęłam pozostać w kościele jak najdłużej, było mi tam tak dobrze.

Gdy wszyscy znajomi z mojej grupy wyszli z kościoła, ja nadal pozostawałam na swoim miejscu i nie wiedziałam, z której strony ławki powinnam udać się do wyjścia z prawej, czy z lewej?.

Spojrzałam w prawą stronę i zauważyłam, że przejście z tej strony było niemożliwe, że tam obok Pana Jezusa siedzieli jacyś pielgrzymi, tj.: kobieta trzymająca na kolanach śpiące dziecko i chyba jeszcze jakiś mężczyzna. Po chwili, tak sobie pomyślałam „przejdę lepiej z lewej strony do wyjścia, bo jeżeli po mojej prawej stronie siedzi Pan Jezus, to nie mogę przecież przejść z tej strony przed samym Bogiem". Opuściłam ławkę z lewej strony i wyszłam z kościoła.

O tym spotkaniu, nikomu nic nie powiedziałam, byłam tym wszystkim tak bardzo zaskoczona i przejęta, że nie wiedziałam, co mam mówić? oraz jak mam się w ogóle zachować ? Nie zdawałam sobie wtedy, tak dokładnie sprawy, „kogo na tej pielgrzymce spotkałam i czego doświadczyłam". Stało się to dla mnie dopiero jasne, kilka miesięcy później już w Świdnicy, kiedy to Pan Jezus odezwał się do mnie i zaczął ze mną rozmawiać.

Tego samego dnia doświadczyłam coś jeszcze, kilka godzin później po dotarciu na miejsce odpoczynku i rozłożeniu namiotu, siedziałam przed swoim namiotem i odpoczywałam. W pewnej chwili w niewielkiej odległości od miejsca, gdzie się rozbiłam, przyszedł kapłan z jedzeniem i zaczął częstować w około siedzących pielgrzymów ciastem i bułkami. Ja też do niego podeszłam, chociaż tak bardzo nie byłam głodna. Wzięłam od tego kapłana coś do jedzenia i wtedy, ogarnęło mnie nieopisane, boskie uczucie dobroci i szczęścia. Nigdy czegoś podobnego w życiu swoim nie doznałam. Nie potrafię tego uczucia, którym zostałam przez Pana Boga obdarowana dokładnie opisać.

Na końcowych etapach pielgrzymki do Częstochowy w 2010 r. słyszałam także wypowiadane przy niektórych kapłanach słowa „Tu Jestem". Zdarzyło się to, np. w lesie w czasie postoju, gdy mieli już wszyscy wyruszyć w dalszą drogę na Jasną Górę oraz podczas Mszy Świętej, która odbyła się na „Górce Przeprośniej" pod Częstochową.

Po powrocie z pielgrzymki 14 września 2010 roku miałam nad ranem sen, w którym przyśniła mi się Przenajświętsza Krew Pana Jezusa. Zobaczyłam bardzo dużo tej krwi i usłyszałam słowa „To jest Krew Pana Jezusa", po których obudziłam się i zaczęłam od razu głośno płakać. Nie mogłam opanować, tego płaczu. Płakałam i płakałam, w końcu zaczęłam się pytać Pana Boga, „co zrobiłam?, że tyle widziałam ,,Krwi Pana Jezusa".

Chwilę później przyszła mi się do głowy taka myśl, „żeby poprosić o pomoc Świętą Magdalenę, aby włosami wytarła tą Krew". Co też uczyniłam. Po pewnym czasie uspokoiłam się i przestałam płakać.

11 grudnia 2010 roku byłam na „Adwentowych Godzinach Pustyni", które były prowadzone przez ks. Janusza Michalewskiego w Kościele Świętego Krzyża w Świdnicy. Tam właśnie przed godziną 15.00 odezwał się do mnie Pan Jezus i zaczął ze mną rozmawiać. Pan Jezus przemówił do mnie bardzo głośno, na cały kościół. Po usłyszeniu głosu Pana Jezusa z wrażenia zamknęłam oczy i zaczęłam płakać, a długopis, który trzymałam w ręce wypadł mi sam z ręki na podłogę.

Pan Jezus odpowiadał głośno na moje pytania, które już znal w moich myślach. Przytoczę tylko niektóre fragmenty rozmowy.

Powiedziałam, wiesz Jezu, że Cię bardzo kocham. Odpowiedź Pana Jezusa „Wiem jesteś moim najukochańszym dzieckiem. Jestem zawsze przy tobie"

Zapytałam się ,,Panie czy byłeś na pielgrzymce?" Pan Jezus odpowiedział „ Byłem, ale mnie nie rozpoznałaś".

Powiedziałam Panie, co mam powiedzieć? Odpowiedź Pana Jezusa „Powiedz o biskupach, mojej krwi i o kapłanach".

Na końcu powiedziałam „Przepraszam Jezu, że zwątpiłam”. Odpowiedź Pana Jezusa „Mówiłem, że jestem z wami do końca świata".

Głos Pan Jezusa był dostojny, ale równocześnie łagodny, troskliwy i przyjacielski. Rozmowę z Panem Jezusem odebrałam, jakbym rozmawiała z moim najlepszym przyjacielem. Odczulam wyraźnie, że Panu Jezusowi bardzo na mnie zależy, że troszczy się o mnie oraz, że wie wszystko o całym moim życiu.

Po rozmowie z Panem Jezusem miałam otworzone przewody słuchowe, co stwierdził dwa dni później 13 grudnia 2010 r. lekarz laryngolog podczas wizyty kontrolnej. Właśnie wtedy, po zbadaniu najpierw gardła, a potem uszu. lekarz powiedział do mnie, ,,że ma Pani otwarte oba przewody słuchowe i żebym uważała na przeciągi oraz przy myciu głowy". Ten sam lekarz kilka miesięcy wcześniej - lipcu badał moje uszy i wszystko było dobrze.

Rozmowę z Panem Jezusem przeżywałam w duchu jeszcze kilka miesięcy. Co dzień, gdy się budziłam mówiłam do siebie...to nie był sen. to przecież wydarzyło się naprawdę".

Usłyszane Słowo Boga, jest moim największym nieopisanym skarbem, jaki mogłam otrzymałam od Pana Boga w moim życiu. Jest wciąż żywe i żyje we mnie oraz przemienia moje życie. Milczałam przez trzy lata, ale wiedziałam, że nadejdzie kiedyś taki dzień, że będę musiała powiedzieć o wielkim Miłosierdziu Pana Boga i o wszystkich otrzymanych od niego łaskach. Sam Pan Bóg w swojej dobroci, wybrał czas i miejsce, do jego złożenia. Był nim właśnie obchodzony w 2013 r. „Rok Wiary" oraz 10 Jubileuszowa Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę.

Na koniec pragnę jeszcze raz podziękować Panu Bogu za wszystkie otrzymane łaski, w tym łaskę wiary, za Jego dobroć, bezinteresowną miłość słowami piosenki, nie umiem dziękować Ci Panie, bo małe są moje słowa, zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować”.

Pątniczka - Czesława