W celu zamieszczenia świadectwa na stronie prosimy o kontakt
pod adresem:


email: parafia@czermna.pl

Świadectwa

Świadectwo siostry Ednelli Muchingamwa

Uczestnikiem tegorocznej Świdnickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę była siostra Ednelli Muchingamwa, ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Naszej Pani z Góry Karmel w Zimbabwe. Siostra obecnie studiuje w Rzymie. Do Polski przyjechała na zaproszenie Sióstr Misjonarek Św. Piotra Klawera, by doświadczyć wiary ludzi z ojczyzny św. Jana Pawła II, by między innymi uczestniczyć w naszej pielgrzymce.

Oto jej świadectwo:

Przygoda: ze Świdnicy na Jasną Górę

W dniu 9 sierpnia2014 r. ziściło się moje marzenie. Moje oczy zobaczyły to serce czuło. Mogłam tylko powiedzieć: O, Maryjo, Matko Boża, jakże Twoja miłość jest słodka. Nie mogę znaleźć odpowiednich słów, by wyrazić moje odczucia, pokój i radość z wykonanego zadania. Przypomniałam sobie pieśń Dawida, którą śpiewali pielgrzymi: „Uradowałem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu Pańskiego! Już stoją nasze stopy twych bramach, o Jeruzalem aby wielbić imię Pańskie" (Ps 122: 1- 4)

 


 

Czytam często Biblię, ale powoli, powoli wraz z doświadczeniem życia bardziej rozumiem święte teksty, co ubogaca moje życie wewnętrzne. Wydarzenia, jakie medytowałam obrazujące np.: pytanie Maryi do Anioła Gabriela: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» (Łk 1:34); Podróż Abrahama
z Ur do Kanaanu (Rdz 12); Wyjście do ziemi obiecanej; Podróż Eliasza na górę Horeb (1 Krl 19, 8); Posłanie proroków, którzy musieli opuścić swój kraj i rodzinę (Amos, Ozeasz); Ucieczka świętej Rodziny do Egiptu (Mt 2, 13-15); Jezus głoszący Ewangelię z Galilei do Jerozolimy; Dzieje Apostolskie
i podróże świętego Pawła, odegrały wielką rolę i znaczenie w moim doświadczeniu pielgrzymowania ze Świdnicy na Jasną Górę. To był moment, który wzbogacił mój kontakt z tymi wielkimi pielgrzymami biblijnymi.

Oni pokładali nadzieję jedynie w Bogu i Jego obietnicach. Radość z wypełnienia woli Bożej celebrowano w podróży. Dlatego każdego dnia mogłam śpiewać i radować się z innymi. Zrozumiałam, skąd biblijni pielgrzymi czerpali siłę. Czytane teksty stawały się rzeczywistością. Prorocy zawierali przymierze z Bogiem. Myślę, że każdy z pielgrzymów ze Świdnicy miał również swoje przymierze
z Bogiem. To było osobiste przymierze każdego pątnika. Pamiętam konferencję dyrektora naszej grupy ks. Krzysztofa, który powiedział: "Zapytaj siebie, dlaczego idziesz na pielgrzymkę, mogą to być powody turystyczne, ale Duch Święty może ich użyć, uświęcić je i przemienić, byś stał się pielgrzymem."

Oczekiwanie na pielgrzymkę było jak sen, rodziły się pytania: jak to będzie? Czy będę w stanie to zrobić? Jak będą spać ludzie? Jak będzie dostarczane jedzenie przez wszystkie te dni, dlaczego mamy iść pieszo, gdy można jechać samochodem? Miałam wiele pytań, ale w moim sercu nie było lęku
i obaw. Z ufnością zaczęłam nowennę o dobrą pielgrzymkę. Modliłam się do dwóch świętych: św. Jana Pawła II i św. Faustyny. Pewnego dnia w kaplicy Sióstr w Świdnicy, w trakcie mojej modlitwy
w intencji pielgrzymki, przyszła mi myśl, że czegoś mi brakuje. Zapytałam siebie, jaki jest właściwy powód mojego pielgrzymowania? Pomyślałam, że moją intencją będzie dziękczynienie Bogu za to wszystko, co dla mnie uczynił do tej pory.

Mijały dnie i noce oczekiwania. Zobaczyłam rzeczywistość, w chwili, gdy oddałyśmy nasze bagaże do samochodu, który obsługiwał naszą pielgrzymkę. Cieszyłam się bardzo, że nadszedł już czas, by ruszyć. Wybiła właściwa godzina. Był poranek 31 lipca, niebo było pokryte chmurami. Z domu Sióstr klawerianek w Świdnicy wyszłyśmy do katedry na Mszę św. rozpoczynającą pielgrzymkę. Katedra była wypełniona ludźmi. Biskup Ignacy życzył wszystkim pielgrzymom odwagi i siły. Tematem pielgrzymki, było dziękczynienie za kanonizację Jana Pawła II, bardzo mi się to spodobało, gdyż łączyło się z moją intencją dziękczynienia.

To było wzruszające, gdy cały kościół uhonorował gromkimi brawami panią doktor, obsługującą pielgrzymkę, nazywaną „Matką Teresą". To nie było pierwszy raz, gdy pani doktor, jako wolontariuszka służyła, jako lekarz w czasie pielgrzymki. Zaczęłam dostrzegać realia pielgrzymki. Po Mszy św. na dziedzińcu katedralnym zaczęły się formować grupy, były tam dzieci, młodzież, dorośli
i osoby starsze. I tak zaczęła się moja przygoda. To był cały dzień w deszczu. Deszcz przypomniał mi afrykańską tradycję mówiącą, że gdy jakiemuś wydarzeniu towarzyszą krople wody to jest to błogosławieństwo Boga. Mówiłam sobie: „To jest naprawdę błogosławiona pielgrzymka”.

Uderzyło mnie to, że biskup Ignacy w tym deszczu towarzyszył nam do granic miasta. Obraz biskupa pozdrawiającego wiernych, przypomniał mi film z Nigerii o tytule:„The Egg of life”. Szłam do miejsca, którego nie znałam. Miałam nadzieję, że ta droga przyniesie korzyści duchowe dla mnie i wspólnoty, którą zaczęliśmy tworzyć.

Maszerowanie cały dzień, nie martwiąc się gdzie będę spać, ani co będę jeść, pozwoliło mi zobaczyć rzeczywistość „exodusu”. Historię „exodusu” studiowałam, czytałam i rozważałam wiele razy, a teraz zaczęłam nią żyć. To było dla mnie odejście od codziennych obowiązków do nowych wyzwań
i doświadczeń. Odłożyłam na bok to, co było treścią mojego codziennego życia i skoncentrowałam się na innych sprawach (chociażby jak zatroszczyć się o moje bolące kolano, by móc kontynuować pielgrzymowanie).Nie czułam zmęczenia. Tego nie mogę zrozumieć nawet dzisiaj. To było naprawdę czas w drodze. Jedynym pragnieniem było dojść do Czarnej Madonny.

W parafiach i na ulicach witali nas oczekujący ludzie. Uderzył mnie także fakt, że wszyscy w różny sposób uczestniczyli w naszej pielgrzymce, nawet ci, którzy nie mogli z nami iść fizycznie towarzyszyli nam duchowo.

Nigdy nie szłam więcej niż 15 km dziennie. Teraz musieliśmy maszerować maksymalnie 33 km, albo najmniej 19 km dziennie. Czekałam na ten moment z ciekawością i nadzieją. To co dodawało mi odwagi, to fakt, jeśli robią to inni, mogę też i ja. Jeśli pielgrzymowali już wiele razy, to i ja mogę też. Jeśli jest to możliwe dla innych, możliwe też i dla mnie.

Było 7 grup. Siódmą grupę stanowili pielgrzymi duchowi, którzy nie mogli iść, ale duchowo wspierali nas modlitwą. Czułam moc i wsparcie tej grupy, zwłaszcza, gdy s. Anastazja telefonowała do nas każdego wieczoru, pytając jak nam idzie i zapewniając o modlitwie jej i pani Zofii.

Nasze dni rozpoczynały się pobudką o g. 4: 45 lub 05:00. W drogę wychodziliśmy około 05:30 albo 06:00 w zależności od dnia. Zaczynaliśmy śpiewem Godzinek ku czci NMP. To był moment, który tak bardzo mi się podobał. Mimo, że nie rozumiałam treści, to medytowałam na temat mojego życia. Mieliśmy konferencje kapłanów i seminarzystów. Tematem tych konferencji były dary Ducha Świętego (dar rady, męstwa, rozumu, mądrości). Rytmiczne piosenki pomagały nam w drodze. Ci, którzy nie mogli śpiewać zauważyłam, że odmawiali różaniec. W grupach wspólnie odmawialiśmy różaniec i koronkę do Bożego Miłosierdzia w misyjny sposób, w różnych językach.

Najbardziej utkwiły mi w pamięci dwie konferencje. Jedna z nich wygłoszona przez Ks. Krzysztofa Krzaka, dyr. naszej grupy. Mówił o podróży Abrahama, porównując ją z naszą pielgrzymką, mówiąc, że jesteśmy powołani, aby dojść do miejsca świętego. Ważne w tej duchowej pielgrzymce jest pytanie: Dlaczego ja idę? Jakie są moje motywacje? Drugą konferencję wygłosił diakon, w której podkreślił, jak ważnym jest, by nieść nasze krzyże ofiarując je Bogu z wdzięcznością, w łączności z Jezusem Chrystusem.

We wszystkich sześciu grupach dawałam świadectwo o moim powołaniu zakonnym i o moim kraju Zimbabwe. To były zdumiewająco piękne momenty, wszyscy słuchali z zainteresowaniem i włączali się do modlitwy za mnie i mój kraj. Przypominam sobie pewien dzień, gdy po przerwie popołudniowej przybiegł ksiądz Piotr Kopera, przewodnik grupy szóstej pytając s. Krystynę, kiedy przyjdziemy do jego grupy. Byłam zadowolona, że ludzie są bardzo zainteresowani, by słuchać
o misjach i innych krajach. W sumie we wszystkich grupach byłyśmy przyjęte z wielką życzliwością.  Wspólnie śpiewaliśmy „Wakanaka Jehova” i „Nie ma innego jak Jezus” w języku shona używanym w mojej ojczyźnie (pielgrzymi potrafili pięknie w moim języku śpiewać). Pamiętam pewnego dnia, jak dwie dziewczyny poprosiły mnie o słowa piosenki „Nie ma innego jak Jezus” w języku shona, ponieważ jeden z kleryków obiecał temu, kto się nauczy tego tekstu śpiewać, to on poniesie go „na barana”.

Nie mogę zapomnieć tych chwil, podczas postoju i wieczornego Apelu o 21.00, gdy pielgrzymi tańczyli zapominając o zmęczeniu i bolących nogach. Pomyślałam wtedy o Miriam, gdy tańczyła po przejściu Jordanu (Wj 15, 20-21). W tym momencie zrozumiałam jej radość. Zrozumiałam także radość pielgrzymów. Ja również poszłam z nimi tańczyć. 9 sierpnia oczekując na wejście do Sanktuarium zaczęliśmy znowu tańczyć zapominając o poranionych stopach. Zrozumiałam, że radość duchowa pokonuje wszystko co boli. Zawsze można nauczyć się czegoś od innych. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, że przeszliśmy ponad 250 km.

Apele wieczorne były bogate duchowo. Podczas jednego z nich w Pieszycach dał swoje świadectwo Hani Hayek, archeolog z Ziemi Świętej. Opowiedział, jak żyją chrześcijanie w tym kraju. Przeżywają wiele trudności i cierpią prześladowania. Muszą opuszczać swój kraj ze względu na wiarę. Inni z powodu biedy sprzedają swoje gaje oliwne, żeby móc emigrować. By wesprzeć tych chrześcijan, aby nie opuszczali tej ziemi, powstała Fundacja „Oliwne Korzenie ”, której celem jest finansowe wsparcie chrześcijan z Ziemi Świętej. W jeg świadectwie uderzało mnie pytanie: dlaczego walczą w Ziemi Świętej. Jezus przyszedł do wszystkich. Dla Haniego Hayka zobaczenie tylu chrześcijan w Polsce, którzy w sposób wolny pielgrzymują, było błogosławieństwem.

Pielgrzymka ze Świdnicy na Jasną Górę od 31 lipca do 09 sierpnia 2014 była czasem duchowego doświadczenia osobistego i wspólnotowego, czasem rekolekcji, który był dla mnie czymś szczególnym i nowym w moim życiu. Były momenty niepowtarzalne, które przyniosły radość i na ich wspomnienie śmieję się nawet dzisiaj. To było doświadczenie dobroci i miłosierdzia Boga. Np. „Górka Przeprośna”, to miejsce niezapomniane. To doświadczenie prowadzi mnie do wdzięczności Bogu poprzez Siostry Misjonarki św. Piotra Klawera, dzięki którym miałam możliwość przeżyć misyjność Kościoła tutaj
w Polsce. Ta cała pielgrzymka, tak świetnie zorganizowana, zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jestem pełna podziwu dla wszystkich: organizatorów, uczestników, tych, których spotkałam, tych, którzy próbowali się ze mną komunikować w każdy możliwy sposób, którzy się za mnie modlili, którzy udzielali nam dachu nad głową i dzielili swój codzienny pokarm. Z całego serca dziękuję. Zabieram Was wszystkich w moim sercu do mojej ojczyzny: Zimbabwe.

 

S. Ednella Muchingy ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Naszej Pani z Góry Karmel w Zimbabwe

 

Dziękuję bardzo s. Ednelli za odważne maszerowanie pielgrzymim szlakiem, że pozwoliła się poprowadzić Bogu i nam jak Abraham, nie wiedząc co ją czeka, i całkowicie zaufać. Podczas drogi mieliśmy możliwość usłyszeć świadectwo jej powołania, ale co mnie równie bardzo uderzyło, to przywołane świadectwo wiary jej ojca. W jednej z grup ktoś zapytał: Siostro Ednello, jak zareagowała rodzina siostry na decyzję bycia katoliczką a potem siostrą zakonną (trzeba pamiętać, że członkowie rodziny s. Ednelli są protestantami-metodystami). A s. Ednella w odpowiedzi na to przytoczyła piękne świadectwo jakie dał jej ojciec w dniu jej ślubów zakonnych: Mówił „Mamy 14 dzieci, wszyscy już pracują i czasami obdarowują nas prezentami, a my z żoną patrzymy na siebie z zazdrością i przygadujemy sobie: O! ciebie kochają bardziej niż mnie, bo otrzymałaś droższy prezent. Dzisiaj nasza córka Ednella obdarowała nas obojga jednakowym prezentem, a jest nim modlitwa. Przyodziała nas jednakowym ubraniem, swoją modlitwą, to niepowtarzalny, drogocenny dar”. To było naprawdę niezwykłe świadectwo ojca s. Ednelli. Przywołało mi ono na pamięć mojego tatę, który pomimo ciężkiej pracy, był rolnikiem, miał wielką radość, by przed snem opowiadać nam historie biblijne. A w kościele widywałam go na kolanach przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Takie obrazy zostały mi w pamięci z dzieciństwa. Czy wiara ojca rodziny ma wpływ na wiarę i powołanie dziecka? Jestem przekonana że tak, to mówią przykłady z życia. A co mówią statystyki?

Podczas drogi słyszałam takie stwierdzenia jeśli w rodzinie ojciec jest osobą wierzącą, to 75% jego dzieci idzie za nim i praktykuje wiarę, jeśli matka to 25% dzieci w rodzinie wierzy.

Dziś jestem wdzięczna rodzicom i Bogu za dar wiary, za łaskę powołania zakonnego. A to, że mogłam być pielgrzymem do Pani Jasnogórskiej w takim składzie osobowym i przeżywać tyle niezapomnianych chwil zawdzięczam Organizatorom XI Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę, a także mojemu Zgromadzeniu i wspólnocie moich sióstr w Świdnicy

s. Krystyna Piś klawerianka ze Świdnicy

 

 

Świadectwo Bereniki

Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę, może to zabrzmi banalnie, ale jest dla mnie najważniejszym wydarzeniem, wydarzeniem, które ukierunkowuje cały mój rok, wydarzeniem, na które się oczekuje. To prawda.

W całym roku nie ma nic takiego co mogłabym porównać z pieszą pielgrzymką. Jest to najpiękniejszy dar jaki ofiaruje mi Bóg, a który ja przyjmuje z wielką radością. Pamiętam kiedy w moim życiu był czas, że nie mogłam uczestniczyć fizycznie w pielgrzymce. Czułam wtedy wielki brak i jednocześnie smutek, że nie ma mnie na tym pielgrzymim szlaku razem z moimi braćmi i siostrami. Pielgrzymka bardzo mocno oddziałuje na życie człowieka. Widzę to nie tylko na moim przykładzie, ale również na przykładzie moich znajomych czy przyjaciół.

W tym roku po raz pierwszy wybrałam się razem z moją przyjaciółką. Miesiąc później, podczas jednej z rozmów usłyszałam takie świadectwo: „Po pielgrzymce uważałam, że nic prawie nie dały mi te dni, wręcz jeszcze bardziej pogrążałam się, spadałam. O pielgrzymce myślałam: „fajnie spędziłam trochę czasu poza domem, myślałam, że coś się zmieni, no, ale trudno”. Wreszcie nie wytrzymałam i powiedziałam: 'ta pielgrzymka nic mi nie dała i chyba najgorzej ją zniosłam'. Jednak ktoś mi powiedział, że to nieprawda. Najpierw czułam pogardę dla 'głupich' tekstów niczym z poradnika psychologicznego mówiącego, że wszystko ma sens i drugie dno, drugą stronę medalu. Jednak później sama naśmiewając się z nich doznałam „olśnienia”. Myślę, że to 'oświecenie' to właśnie było otworzenie się na Ducha Świętego. W każdym razie chyba bym nie zrozumiała, co się dzieje, gdybym się nie otworzyła. Ile było w tym złości, pogardy i niezrozumienia, które były bezpodstawne. Teraz rozumiem coraz więcej i to mnie trochę przeraża. Jednak wolę strach niż nastrój depresyjny, jaki mi towarzyszył wcześniej. Myślę, że powoli będę palić swoje maski, które tworzyłam latami”. Bardzo poruszyły mnie jej słowa. Dowiedziałam się też bardzo ważnej rzeczy. „Wiesz, nigdy tego nie mówiłam, ale chciałabym byś wiedziała, że cieszę się z naszej przyjaźni. Wiedz, że każda rozmowa, każde spotkanie dużo mi daje... Zwłaszcza te ciche rozmowy namiotowe”. No właśnie...

To niesamowite ile może dać człowiekowi jedna, choćby krótka rozmowa, np. w namiocie na pielgrzymce.

Uważam, że każdy człowiek coś wnosi w nasze życie i coś z niego bierze. Czasem jest to zwykły uśmiech, dobre słowo, ciepła rozmowa, a czasem pomoc okazywana na pielgrzymiej drodze. Ale z każdego takiego gestu możemy wyciągnąć naukę dla siebie, bo to właśnie Bóg stawia na naszej drodze tych wszystkich ludzi. Nie wierzę, że to przypadek, że poznałam właśnie tę osobę, spotkałam tego człowieka. Dlatego jestem wdzięczna Bogu za dar pielgrzymowania, gdyż to właśnie tam uczę się relacji z drugim człowiekiem i z Nim samym. Z roku na rok coraz lepiej.

Berenika

 

Moje świadectwo

X- Jubileuszowa Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę

Na pieszej pielgrzymce byłem po raz pierwszy. Była to w ogóle pierwsza pielgrzymka w moim życiu. Na pielgrzymce doświadczyłem niesamowitej bliskości Pana Boga. Dużo płakałem ze wzruszenia. Kiedy tylko Duch Święty dotykał mojego serca łzy same płynęły z moich oczu. W sposób delikatny i niezwykle łagodny Pan okazywał mi jak mnie kocha takiego jakim jestem, z moimi zaletami i wadami. Pan przemawiał do mnie poprzez codzienne modlitwy, konferencje i rozważania oraz codzienną eucharystię. Jego słowa głęboko zapisywały się w moim sercu. Ofiarowałem siebie i swoje życie Panu Jezusowi, a On na to odpowiedział mi
w pieśni: „Nic, nie musisz mówić nic, odpocznij we mnie, czuj się bezpiecznie, pozwól kochać się...”. Teraz wiem, że Bóg kocha mnie, a co ważne ja również odczuwam w moim sercu miłość do Pana Jezusa, Matki Bożej – Maryi oraz całkowitą ufność do Ducha Świętego. Piszę o tym, ponieważ jeszcze nigdy takich uczuć nie doświadczyłem, choć regularnie chodziłem do Kościoła i modliłem się. Teraz wiem, że Ojciec Niebieski obdarzył mnie cudownym darem – PRZYMNOŻYŁ MI WIARY. I to jest dla mnie coś, czego się nie spodziewałem po udziale
w pielgrzymce. Moje osobiste intencje były inne. Wiem, że zostały one wszystkie wysłuchane – odczułem to w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze. Jednak dar głębszej wiary jest najwspanialszy. To mój największy klejnot – łaska, jaką otrzymałem w czasie pielgrzymowania.

Miesiąc po pielgrzymce widzę u siebie korzystne zmiany. Nie myślę już notorycznie o ludziach źle. Przyznaję, że bardzo się z tym męczyłem. Trudne relacje natychmiast powierzam w bezgranicznym zaufaniu Panu Jezusowi. On mnie pociesza i uwalnia od złych myśli i złości. Stopniowo poprawiają się moje relacje z ludźmi. Podobnie się dzieje z przeróżnymi pokusami, gdy tylko się pojawiają proszę Boga o łaskę ich oddalenia. To działa!

W moim sercu na zawsze pozostaną wszyscy Pielgrzymi X Jubileuszowej Pielgrzymki Świdnickiej. Szczególnie dziękuję Bogu za wspaniałych Księży, świadomych mocy sakramentu kapłaństwa, jaki otrzymali.

Rozpoczynam nowe życie. Nucę często pieśń: „Powietrzem moim jest obecność Twoja, bez Ciebie nie mogę już żyć...”

Zbyszek, lat 44.

 


 

Pielgrzymki pełne Łask

„W Roku Wiary "' podczas 10 Jubileuszowej Pielgrzymki Pieszej Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę , która odbyła się w 2013 złożyłam w grupie 1, w której pielgrzymowałam, świadectwo otrzymania od Pana Boga i Matki Najświętszej wielu łask. Moje pisemne świadectwo, niech będzie na Chwałę Boga i pożytek dusz ludzkich.

Mam na imię Czesława, mieszkam w Świdnicy Śl., jestem nauczycielką. W lipcu 2009 roku, otrzymałam łaskę pielgrzymowania do Tronu Matki Bożej. Pragnienie udania się na 6 Pieszej Pielgrzymkę Diecezji Świdnickiej do Częstochowy było ogromne. Z dnia na dzień żyłam tylko tą myślą. Wiedziałam, że nic i nikt, nie może mnie od tego zamiaru odwieść.

Miałam, za co Panu Bogu i Matce Najświętszej dziękować, a mianowicie za cud uratowania przed 30 latu, życia córce, podczas jej narodzin. Wtedy to, podczas akcji porodowej, w pewnej chwili lekarka podając mi tlen oznajmiła, że nie wyczuwa już tętna u mojego nienarodzonego jeszcze dziecka. Natychmiast w myślach i to z ogromną wiarą zaczęłam odmawiać Zdrowaś Mario, zawierzając życie dziecka Panu Bogu i Matce Najświętszej. Odpowiedź Pana Boga na moją modlitwę była natychmiastowa i w chwilę później - urodziła się córka, która została dosłownie wypchnięte z mego brzucha przez położną. Po krótkiej akcji reanimacyjnej na sali porodowej usłyszałam jej płacz. Córka urodziła się zdrowa, miała tylko na szyi odciśnięte ślady po pępowinie, którą się dusiła.

Wydarzenie to, miało miejsce dnia 2 lutego - w Święto Matki Bożej Gromnicznej,

o godzinie 18.10 w czasie, kiedy w kościołach podczas Mszy Św. zapalane są przez wiernych gromnice.

 

Podczas głoszenia tego świadectwa w 2009 r. na jednym z etapów pieszej pielgrzymki, wdzięczna Panu Bogu i Matce Najświętszej za dar uratowania życia córce, wypowiedziałam jeszcze do mikrofonu moje postanowienie, a mianowicie, że „ do końca mojego życia, będę modlić się za dzieci nienarodzone, a także, że będę corocznie podejmować duchową adopcję tych dzieci".

Aby wypowiedziane przeze mnie słowa, nie były rzucone na wiatr, otrzymałam już na pielgrzymce przedziwną pomoc Bożą do wypełnienia tego postanowienia.

Podczas jednego z postojów, który wypadł w lesie, wiedziona jakąś niebiańską siłą, odeszłam na moment od swojej grupy pielgrzymkowej - grupy I. Sama nie wiedziałam, dlaczego oddalam się od nich. Moje kroki były skierowane na małą polankę, wprost pod drzewo, pod którym leżała książeczka do odmawiania modlitwy różańcowej. Podniosłam ją i głośno zaczęłam wołać do pielgrzymów w pobliżu siedzących ,,siostro, bracie, czyja to książeczka". W odpowiedzi usłyszałam od nich te słowa „ niech sobie siostra tę książeczkę weźmie, bo jak tu przyszliśmy, to ona już tam leżała".

Trzymając w ręku znalezioną książeczkę „Tajemnice Różańcowe ". usiadłam pod drzewem, oparłam się o nie plecami i tak pomyślałam w duchu ,, a może to, jakiś znak, może rzeczywiście mam ją sobie zatrzymać" i powiedziałam,,, jeżeli to drzewo, o które się opieram, będzie brzozą, to będzie to dla mnie znak, że Matka Boża chce, abym się z tej książeczki modliła".

Spojrzałam w górę i zobaczyłam, że drzewo, o które się opieram to właśnie brzoza. Bardzo się tym wszystkim wzruszyłam, przytuliłam książeczkę do siebie i zapłakałam. Już wiedziałam, że mam odmawiać różaniec. Wcześniej nie modliłam się na różańcu i nie znałam żadnej tajemnicy różańcowej. Można powiedzie, że się w ogóle nie modliłam, od czasu do czasu odmawiałam tylko pacierz i to na leżąco, rzadko się też spowiadałam.

I tak powoli, od tej pielgrzymki, dzięki Matce Bożej rozpoczęła się moja droga do Pana Boga, moje nawracanie się i wzrastanie w wierze. Wdzięczna jestem bardzo Maryi, za to, że włożyła mi w ręce różaniec i wskazała mi właściwą drogę do zbawienia mojej duszy - drogę do Jej Syna Pana Jezusa.

Rok później w 2010 roku podczas 7 Pieszej Pielgrzymki Diecezji Świdnickiej do Częstochowy, otrzymałam od Pana Boga nieopisaną i niewymowną w swej dobroci łaskę zobaczenia Oblicza Pana Jezusa, a kilka miesięcy później, już w miejscu zamieszkania łasicę usłyszenia głosu Pana Jezusa i rozmowy z Nim.

Od początku mojego pielgrzymowania do Częstochowy w 2010 r. jakby zapowiedzą tego, co miało się na tej pielgrzymce wydarzyć, było spostrzeganie przez ze mnie wszędzie, gdzie tylko spojrzałam wizerunku Pana Jezusa Miłosiernego. Postać Pana Jezusa widziałam nie tylko na obrazach w kościołach, ale także na witrażach, na niesionych plakatach, a nawet na obrazku powieszonym na drzewie w środku lasu.

Podczas tej pielgrzymki, miało miejsce pewne, niezapomniane wydarzenie, o którym często rozmyślam w swoim sercu. Na jednym z etapów, gdy zbliżaliśmy się do kościoła, który stał na trasie naszego pielgrzymowania, zapragnęłam nagle do niego wejść. Pamiętałam jednak, że rok wcześniej, nie wstąpiliśmy do tego kościoła, że po krótkiej modlitwie uwielbienia Pana Jezusa, poszliśmy w dalszą drogę.

Tym razem sprawy potoczyły się inaczej. Niebo nagle pociemniało i zaczął padać deszcz, a chwilę potem nadciągnęła ogromna burza. Wszyscy weszliśmy do kościoła, aby tam przeczekać ulewę. W kościele nie było światła, panował jakby półmrok, usiedliśmy w ławkach. Ksiądz Adam Woźniak - kierownik duchowy grupy 1, wszedł na ambonę i zaczął do nas przemawiać. Bardzo się tą katechezą wzruszyłam, łzy same płynęły mi po policzkach.

Nagle usłyszałam jakiś cichy głos, który mówił mi, że obok mnie siedzi Pan Jezus. Nieśmiało, ukradkiem spoglądnęłam w prawą stronę i spostrzegłam, pielgrzyma -przepięknego mężczyznę, który miał śniadą cerę i ciemne falujące do ramion włosy.

Mężczyzna ten, spoglądał na mnie. a ja tylko płakałam. Trwało to chwilę. Gdy przestał padać deszcz, ogłoszono kolejność wymarszu poszczególnych grup pielgrzymkowych. Nie chciałam opuścić tego miejsca, pragnęłam pozostać w kościele jak najdłużej, było mi tam tak dobrze.

Gdy wszyscy znajomi z mojej grupy wyszli z kościoła, ja nadal pozostawałam na swoim miejscu i nie wiedziałam, z której strony ławki powinnam udać się do wyjścia z prawej, czy z lewej?.

Spojrzałam w prawą stronę i zauważyłam, że przejście z tej strony było niemożliwe, że tam obok Pana Jezusa siedzieli jacyś pielgrzymi, tj.: kobieta trzymająca na kolanach śpiące dziecko i chyba jeszcze jakiś mężczyzna. Po chwili, tak sobie pomyślałam „przejdę lepiej z lewej strony do wyjścia, bo jeżeli po mojej prawej stronie siedzi Pan Jezus, to nie mogę przecież przejść z tej strony przed samym Bogiem". Opuściłam ławkę z lewej strony i wyszłam z kościoła.

O tym spotkaniu, nikomu nic nie powiedziałam, byłam tym wszystkim tak bardzo zaskoczona i przejęta, że nie wiedziałam, co mam mówić? oraz jak mam się w ogóle zachować ? Nie zdawałam sobie wtedy, tak dokładnie sprawy, „kogo na tej pielgrzymce spotkałam i czego doświadczyłam". Stało się to dla mnie dopiero jasne, kilka miesięcy później już w Świdnicy, kiedy to Pan Jezus odezwał się do mnie i zaczął ze mną rozmawiać.

Tego samego dnia doświadczyłam coś jeszcze, kilka godzin później po dotarciu na miejsce odpoczynku i rozłożeniu namiotu, siedziałam przed swoim namiotem i odpoczywałam. W pewnej chwili w niewielkiej odległości od miejsca, gdzie się rozbiłam, przyszedł kapłan z jedzeniem i zaczął częstować w około siedzących pielgrzymów ciastem i bułkami. Ja też do niego podeszłam, chociaż tak bardzo nie byłam głodna. Wzięłam od tego kapłana coś do jedzenia i wtedy, ogarnęło mnie nieopisane, boskie uczucie dobroci i szczęścia. Nigdy czegoś podobnego w życiu swoim nie doznałam. Nie potrafię tego uczucia, którym zostałam przez Pana Boga obdarowana dokładnie opisać.

Na końcowych etapach pielgrzymki do Częstochowy w 2010 r. słyszałam także wypowiadane przy niektórych kapłanach słowa „Tu Jestem". Zdarzyło się to, np. w lesie w czasie postoju, gdy mieli już wszyscy wyruszyć w dalszą drogę na Jasną Górę oraz podczas Mszy Świętej, która odbyła się na „Górce Przeprośniej" pod Częstochową.

Po powrocie z pielgrzymki 14 września 2010 roku miałam nad ranem sen, w którym przyśniła mi się Przenajświętsza Krew Pana Jezusa. Zobaczyłam bardzo dużo tej krwi i usłyszałam słowa „To jest Krew Pana Jezusa", po których obudziłam się i zaczęłam od razu głośno płakać. Nie mogłam opanować, tego płaczu. Płakałam i płakałam, w końcu zaczęłam się pytać Pana Boga, „co zrobiłam?, że tyle widziałam ,,Krwi Pana Jezusa".

Chwilę później przyszła mi się do głowy taka myśl, „żeby poprosić o pomoc Świętą Magdalenę, aby włosami wytarła tą Krew". Co też uczyniłam. Po pewnym czasie uspokoiłam się i przestałam płakać.

11 grudnia 2010 roku byłam na „Adwentowych Godzinach Pustyni", które były prowadzone przez ks. Janusza Michalewskiego w Kościele Świętego Krzyża w Świdnicy. Tam właśnie przed godziną 15.00 odezwał się do mnie Pan Jezus i zaczął ze mną rozmawiać. Pan Jezus przemówił do mnie bardzo głośno, na cały kościół. Po usłyszeniu głosu Pana Jezusa z wrażenia zamknęłam oczy i zaczęłam płakać, a długopis, który trzymałam w ręce wypadł mi sam z ręki na podłogę.

Pan Jezus odpowiadał głośno na moje pytania, które już znal w moich myślach. Przytoczę tylko niektóre fragmenty rozmowy.

Powiedziałam, wiesz Jezu, że Cię bardzo kocham. Odpowiedź Pana Jezusa „Wiem jesteś moim najukochańszym dzieckiem. Jestem zawsze przy tobie"

Zapytałam się ,,Panie czy byłeś na pielgrzymce?" Pan Jezus odpowiedział „ Byłem, ale mnie nie rozpoznałaś".

Powiedziałam Panie, co mam powiedzieć? Odpowiedź Pana Jezusa „Powiedz o biskupach, mojej krwi i o kapłanach".

Na końcu powiedziałam „Przepraszam Jezu, że zwątpiłam”. Odpowiedź Pana Jezusa „Mówiłem, że jestem z wami do końca świata".

Głos Pan Jezusa był dostojny, ale równocześnie łagodny, troskliwy i przyjacielski. Rozmowę z Panem Jezusem odebrałam, jakbym rozmawiała z moim najlepszym przyjacielem. Odczulam wyraźnie, że Panu Jezusowi bardzo na mnie zależy, że troszczy się o mnie oraz, że wie wszystko o całym moim życiu.

Po rozmowie z Panem Jezusem miałam otworzone przewody słuchowe, co stwierdził dwa dni później 13 grudnia 2010 r. lekarz laryngolog podczas wizyty kontrolnej. Właśnie wtedy, po zbadaniu najpierw gardła, a potem uszu. lekarz powiedział do mnie, ,,że ma Pani otwarte oba przewody słuchowe i żebym uważała na przeciągi oraz przy myciu głowy". Ten sam lekarz kilka miesięcy wcześniej - lipcu badał moje uszy i wszystko było dobrze.

Rozmowę z Panem Jezusem przeżywałam w duchu jeszcze kilka miesięcy. Co dzień, gdy się budziłam mówiłam do siebie...to nie był sen. to przecież wydarzyło się naprawdę".

Usłyszane Słowo Boga, jest moim największym nieopisanym skarbem, jaki mogłam otrzymałam od Pana Boga w moim życiu. Jest wciąż żywe i żyje we mnie oraz przemienia moje życie. Milczałam przez trzy lata, ale wiedziałam, że nadejdzie kiedyś taki dzień, że będę musiała powiedzieć o wielkim Miłosierdziu Pana Boga i o wszystkich otrzymanych od niego łaskach. Sam Pan Bóg w swojej dobroci, wybrał czas i miejsce, do jego złożenia. Był nim właśnie obchodzony w 2013 r. „Rok Wiary" oraz 10 Jubileuszowa Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę.

Na koniec pragnę jeszcze raz podziękować Panu Bogu za wszystkie otrzymane łaski, w tym łaskę wiary, za Jego dobroć, bezinteresowną miłość słowami piosenki, nie umiem dziękować Ci Panie, bo małe są moje słowa, zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować”.

Pątniczka - Czesława

 


 

Moje świadectwo…

Kochani! Gdyby dzisiaj ktoś zapytał mnie co wybieram czy wczasy nad polskim morzem, czy daleki Egipt, czy pielgrzymkę na Jasną Górę? Oczywiście, że pielgrzymkęJ

Tak się stało i Panu Bogu niech będą dzięki, że po raz 14 mogłam uczestniczyć w tych „rekolekcjach w drodze”. I choć co roku mówię, że jest to moja ostatnia pielgrzymka, to kiedy przychodzi wiosna, cała przyroda budzi się do życia, nabiera uroku, ja zaczynam już myśleć i tęsknić za pielgrzymką i gdzieś
w sercu słyszę, że muszę iść… Wtedy wiem, że jest to wielka łaska od Pana Boga i Matki Bożej, że mogę pójść.

Każdą pielgrzymkę przeżywam inaczej, w każdej pielgrzymce dzieje się coś nowego i innego i po każdej pielgrzymce wracam silniejsza, bardziej ubogacona duchowo, wracam z wielką wiarą
i ufnością, że intencji które zabierałam ze sobą zostaną wysłuchane przez Maryję, a Pan Jezus uczyni wszystko tak aby wszystkim poukładało się i było zgodne z Jego wolą.

Może to wydać się dziwne dla niektórych ludzi ( nie mówię tu o siostrach i braciach z pielgrzymki) ale o swoich znajomych, którzy pytają mnie czy nie szkoda mi czasu, dlaczego tak się męczę, dlaczego nie odpoczywam inaczej? Wtedy uśmiecham się i mówię, ze to właśnie na pielgrzymkowym szlaku odpoczywam bardzo. Mimo trudów, niewygód, upałów, dreszczów jest mi bardzo dobrze, ale zaraz dodaję o najważniejszym, że jestem blisko Pana Boga, jeśli chce coś od Niego, muszę coś od siebie dla Niego ofiarować. A można naprawdę wiele…

Pan Bóg jest ze mną w każdej chwili wędrowania, w trudach, niewygodach. Kiedy człowieka ogarnia zmęczenie i spojrzy na uśmiechniętą twarz siostry czy brata, a do tego dołączą się gesty dobroci to dodaje siła na nowo. Przecież jesteśmy jedną wielka rodziną a w naszych sercach mieszka Pan Jezus.

Kiedy jest mi ciężko i wydaje mi się, że już nie dam rady powtarzam „Jezu ufam Tobie” i do przodu.
A jak pomyślę, że modli się za nas tyle ludzi, cała grupa 7 – duchowego uczestnictwa, to dodaje na nowo sił. Nie poddaje sięJ - lata płyną , ale medycyna też idzie z postępemJ. Tabletka rano, tabletka wieczorem i daję rady.

Pielgrzymka – rekolekcje w drodze to nie tylko uśmiech, słonko, radosne piosenki, ale to czas który mogę ofiarować Panu Bogu i być blisko Niego.

Każde go dnia jest tzw. strefa ciszy, dla mnie jest to najlepszy czas, kiedy idziemy wyciszeni, wtedy jest Pan Bóg i jestem ja, wtedy staram się wsłuchać i rozmawiać z Nim. Dziękuję Mu, że mogę pobyć
z Nim, by spojrzeć na swoje życie i oddać wszystko Jemu.

Uwierzcie mi, że nie ma takiego problemu, by On nie pomógł mi go rozwiązać. Może to nie dzieje się od razu, upływie trochę czasu i wszystko się poukłada.

Kiedy już dotrę do celu i przychodzi dzień spotkania z Matką Bożą , Panią Jasnogórską, staję przed Nią, serce rwie się, łzy płyną i dziękuję Jej za kolejny czas wędrowania. Maryjo – jestem, pamiętam , czuwam !!!

Panie Boże, Pani Jasnogórska dziękuje Wam za zaproszenie nie tylko na pielgrzymkowy szlak ale dziękuję, że zostałam zaproszona do przyjaźni z Wami na całe życie.

Jeśli Pan Bóg pozwoli, to w kolejnym roku też pójdę Jza dużo spraw dzieje się we mnie i wokół mnie, żebym miała odpuścić. Pan Bóg stawia mnie na drodze ludzi potrzebujących czegoś wyjątkowego: modlitwy połączonej z ofiarą zmęczenia, wyrzeczenia a nawet cierpienia. Dopóki oni liczą na moje przed Bogiem wsparcie, muszę ruszać w drogę.

O pielgrzymce można mówić, pisać bez końca i tego się nie da opowiedzieć, ale żeby to wszystko przeżyć trzeba tam po prostu BYĆ.

Zachęcam wszystkich, którzy się jeszcze nie zdecydowali, aby spróbowali. naprawdę warto. Nie lękajcie się , że nie dacie rady. z Panem Bogiem i Maryją  można wszystko.

Wszystkim siostrom, braciom, kapłanom, siostrom zakonnym, tych których spotkałam na pielgrzymkowym szlaku przez  14 lat ( zaczynając od pielgrzymki wrocławskiej) dziękuje za wszystko, za wspólne pielgrzymowanie.

Szczęść Boże!

Teresa – Grupa 2 – Ziemia dzierżoniowska

 

 

ŚWIADECTWO – Katarzyna, lat 41.

W tym roku skończyłam 41 lat. Kiedy popatrzyłam wstecz na ostatnie lata nie byłam zadowolona
z tego, co się wydarzyło. Zastanawiałam się w którą stronę iść dalej, żeby nie popełnić więcej tych samych błędów? Jaką drogę wybrać, aby okazała się wreszcie słuszna i właściwa? Uświadomiłam sobie, że już nie chcę polegać tylko na sobie, nie chcę wytyczać sobie więcej swoich małych celów, chcę czegoś więcej, potrzebuję prawdziwego wyzwania na resztę mojego życia.

Pielgrzymka była wyborem, najmniej atrakcyjnym, z punktu widzenia spędzenia urlopu, ale okazała się prawdziwym wyzwoleniem z codziennej rutyny. Była dla mnie czasem dobrej spowiedzi, czasem refleksji, na którą brakowało mi czasu podczas gonitwy w ogniu codziennych obowiązków, czasem intensywnego wysiłku fizycznego i zmaganiem się z trudami jakie niesie piesza pielgrzymka. Pozwoliła mi doświadczyć, że trudy tej drogi mają sens jeśli cel jest z góry określony – Jasna Góra.

Na początku nie było łatwo – wiele rzeczy mnie denerwowało i nie mogłam poradzić sobie
z negatywnymi emocjami,  ale kiedy ostatniego dnia pielgrzymki, wczesnym rankiem wchodziliśmy na wały jasnogórskie śpiewałam i tańczyłam ze wszystkimi. Poczułam jakby narodziła się na nowo. Moje małe ja zostało gdzieś na początku tej drogi. Wiem już, że tylko oddanie się jego woli ma sens, tylko wtedy mamy siłę, aby pójść dalej.

W pielgrzymce odnalazłam sens znoszenia trudów i radości z czasu, który został nam podarowany. Moje życie jest sztuką, w której gram główną rolę i ona musi się udać, jeśli będę słuchać wskazówek mojego reżysera – Pana Boga. Wystarczy, aby pozwolić Mu działać, oddać się kompletnie Jego woli, pójść drogą, którą on nam wyznacza, nie zbaczać na te, które dyktuje nam świat, inni ludzie, czy wreszcie my sami..

Chciałabym podziękować wszystkim pielgrzymom z Grupy 6 za to, że byli tam razem ze mną. Dziękuję również wszystkim służbom, organizatorom i wolontariuszom oraz wszystkim osobom odpowiedzialnym za to, że pielgrzymka była tak dobrze przygotowana i zorganizowana. Dziękuję wszystkim tym, którzy przygotowali dla nas posiłki i napoje podczas drogi. Na koniec pragnę podziękować mojej przyjaciółce za jej pomoc, troskę i za wspólny czas podczas pielgrzymki

 

 


 

Iwona Bany – Wałbrzych gr. 6

Na pielgrzymce pierwszy raz, namówił ją chłopak, który był już na pielgrzymce. - Bałam się, ze nie dam  rady – dzieli się. – Na początku nie mogłam tego ogarnąć, tyle ludzi, śpiew, wiele się działo. Idąc było mi ciężko. Ale z kilometra na kilometr coraz lepiej, piosenek się nauczę, będę śpiewać ze wszystkimi, nowi ludzie. Staram się, mam nadzieję, że już będzie dobrze. Iwona w nadchodzącym roku szkolnym będzie bronić dyplomu w Szkole Muzycznej w klasie skrzypiec oraz pisać maturę. – Idę w intencji pomyślnych egzaminów, niosę również intencję za moją rodzinę, w szczególności za moje dwie młodsze siostry – dodaje.

 

 

 

 

 

Grzegorz Girin – Szczawno- Zdrój gr.6

Na pątniczym szlaku po raz pierwszy. Do uczestnictwa w pielgrzymce zachęcał w parafii ks. inf. Józef Strugarek. Zwracał się do młodzieży tej młodszej i starszej. Grzegorz poczuł się adresatem. – Lubię chodzić, poznawać ludzi, to dla mnie pomyślałem – dzieli się. Od początku szło mi się dobrze, ponieważ mam duży niedowład nóg, po przejściu 15 kilometrów odczuwałem zmęczenie. Zobaczymy jak to będzie dalej. Mam nadzieję, że dojdę. Idę, aby pokazać, że ludzie tacy jak ja, nie do końca sprawni, nie muszą siedzieć bezczynnie i narzekać na swój los. Jest dużo niepełnosprawnych, którzy mogliby sobie pomóc. Tylko promil próbuje, a przecież wytrwałością i systematycznymi ćwiczeniami wiele można zmienić. Modlę się za mojego kolegę Piotra, który złamał kręgosłup. Jeździ na wózku, porusza tylko jedną ręką i to nie do końca swobodnie.- dodaje z troską. Grzegorz ma 35 lat.

 

 

 

 

Malwina Kaczmarek – Szczawno – Zdój gr.6

Już szósty raz na pielgrzymce. Za pierwszym razem poszła ponieważ pracujący w parafii ks. Marek Krysiak zebrał młodzież i zachęcił. Poszła.- Atmosfera na pielgrzymce jest taka, że czeka się na nią cały rok – opowiada Malwina. – Złapałam bakcyla, każdego roku kiedy przychodzi czas wymarszu, idę z radością. Wędruje w szczególnej intencji. – Na pielgrzymce jestem z chłopakiem, będę się modliła o to aby, jeśli tak ma być, poukładało nam się wspólne życie. Jeśli nawet nie mielibyśmy być razem, to niech każdemu z nas dobrze się poukłada. Malwina ma 21 lat, studiuje architekturę krajobrazu.

 

 

 

Marek Staszko – Wałbrzych gr.6

Trzeci raz  na pielgrzymce. – Potrzebowałem tej pielgrzymki, kiedy szedłem pierwszy raz byłem daleko od Kościoła. Pielgrzymka miała umożliwić powrót. – wspomina. – Nie udało się podczas tej pierwszej pielgrzymki, ale to wynikało z mojego charakteru. Dopiero kolejna, druga pielgrzymka przyniosła przełom. Wierzyłem w Pana Boga, ale miałem problem z akceptacją tego, co Kościół głosi, a co dzieje się w życiu codziennym świata, który przecież nas otacza. Na pielgrzymce jest jednak okazja spotkać tych lepszych ludzi. Pod  koniec pielgrzymki poszedłem do spowiedzi, to była spowiedź po dłuższej przerwie, około pięciu może nawet sześciu lat. Skoro szedłem na pierwszą pielgrzymkę wierząc w Boga, druga pielgrzymka przywróciła mnie Kościołowi, to ta obecna, moja trzecia jest dziękczynna oraz w celu utrwalenia mojego światopoglądu. Marek ma 23 lata i studiuje stosunki międzynarodowe.

 

 

Ks. Marek Brożyna – Wałbrzych Przewodnik gr.6

Pielgrzymował około dziesięciu razy, z Bielska-Białej, Krakowa, Warszawy i Łodzi. W pielgrzymce świdnickiej po raz trzeci, a drugi jako przewodnik. Swoją pierwszą pielgrzymkę zapamiętał jako chęć przeżycia młodzieńczej przygody, kierowała nim ciekawość, grał na gitarze więc dodatkowo chciał się wykazać. Ks. Marek ma 33 lata, pochodzi z miejscowości Zelów k. Bełchatowa. – Idę przede wszystkim w intencjach mojej rodziny. – dzieli się. – Za moich rodziców i  rodzeństwo, za tych z których się wywodzę. Ponieważ jest tam choroba, cierpienie, to mnie motywuje, aby się za nich modlić. Jestem daleko od nich, więc chcę choć duchowo być blisko. Pytany o obowiązki przewodnika grupy i pierwsze doświadczenia z pierwszego dnia przyznaje się do obaw jakie mu towarzyszyły. – Miałem zmienne nastawienie, świadomy braków i błędów popełnionych w ubiegłym roku z dużą dozą obawy przygotowywałem się do tegorocznej pielgrzymki. Już w pierwszym dniu okazało się, że nie potrzebnie. Należy wszystko oddać Panu Bogu, to procentuje. Ks. Marek zauważył wiele nowych twarzy na pielgrzymce w swojej grupie, ale również wielu twarzy zabrakło. W pierwszym dniu pielgrzymowania poruszali tematy ogólne o pielgrzymce, czym jest, jaka przyświeca idea i co jest głównym tematem pielgrzymki. Na koniec wyraził nadzieję, że nowy dzień powita słońcem, a deszcz na długie dni ustąpi.

 

W dniach 31.07 – 09.08.2007 r. odbyła się IV Piesza Pielgrzymka Świdnicka na Jasną Górę. Dla nas była to pielgrzymka szczególna. Postanowiliśmy, że w czasie jej trwania powiemy sobie sakramentalne „ Tak”. Dnia 4 sierpnia podczas mszy w parku, w miejscowości Skorogoszcz, w diecezji Opolskiej, zawarliśmy związek małżeński. W Eucharystii. uczestniczyło ok. 700 świdnickich pielgrzymów, ok. 90 przyjezdnych gości (nasze rodziny i przyjaciele), a także mieszkańcy Skorogoszczy. Mszy Świętej przewodniczył ks. Adam Woźniak – ówczesny przewodnik grupy dzierżoniowskiej, a kazanie wygłosił ks. Romuald Brudnowski - główny przewodnik Pielgrzymki. Podczas Eucharystii czuło się skupienie i atmosferę modlitwy. Właśnie modlitwa, przyjęta w naszej intencji Komunia Święta – nie tylko przez nas, naszych najbliższych, ale także przez pielgrzymkowych Braci i Siostry, była dla nas najważniejsza. Ostatnio pewien ksiądz uświadomił nam, że to była wielka łaska, że właśnie tak zaplanowaliśmy nasz ślub. Właśnie tak to postrzegamy – jako wielki dar od Boga, bo piękniejszego ślubu nie mogliśmy sobie wymarzyć. Później jeszcze było wesele, tańce przy muzyce specjalnie powołanego do życia zespołu ‘Czarno-Czarni’– takie zupełnie świeckie jak również religijne. Wszystko w gronie naszych najbliższych i pielgrzymkowej rodziny.

Dla nas zarówno sama ceremonia ślubna jak i wesele było niezapomnianym przeżyciem. Wiemy, że w dniu naszego ślubu setki osób otoczyły nas modlitwą, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. Naszym rodzinom, przyjaciołom, znajomym oraz życzliwym osobom dziękujemy za pomoc w przygotowaniu naszej uroczystości, a także za obecność na ślubie i okazane serce – BÓG ZAPŁAĆ.

Miło było w 2008 roku uczestniczyć wspólnie, jako roczne małżeństwo, we mszy świętej w tym samym parku, w którym rok wcześniej zawarliśmy sakrament małżeństwa. Znów mogliśmy poczuć atmosferę przyjaźni i braterstwa. Najbardziej drogocennym prezentem była odprawiona w naszej intencji msza święta. Tego dnia, wspólnie pielgrzymując, szczególnie chcieliśmy podziękować Bogu i Maryi za wszelkie łaski otrzymane w minionym roku i prosić o dalsze błogosławieństwo. Dziś już nie musimy ukrywać, że główną intencją tej pielgrzymki było to, abyśmy zostali rodzicami i mogli cieszyć się naszym dzieckiem. I stało się – Bóg udzielił nam kolejnej łaski. 
W 2009 roku już nie uczestniczyliśmy w pielgrzymce, ale 4 sierpnia udaliśmy się razem z naszą dziesięciotygodniową Zosią, aby podczas mszy świętej w Skorogoszczy podziękować za 2 lata naszego małżeństwa i prosić o dalsze błogosławieństwo. Udało nam się nawet przejść z Zosią (wiezioną w wózku przez ciocie i babcię, które co roku uczestniczą w pielgrzymce) ostatni etap – do Popielowa. Tak się złożyło, że na tym ostatnim etapie ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej niosła nasza grupa 2. Dzięki temu mogliśmy ponieść Maryję choć przez chwilę, powierzając Jej nasze prośby i podziękowania. W Popielowie zostaliśmy do apelu, chłonąc atmosferę pielgrzymkowej radości i braterstwa. Żal nam było wyjeżdżać.

Zawsze szczególnym momentem pielgrzymki było dla nas wejście na Jasną Górę. Po tylu dniach trudu, docieraliśmy w końcu do celu naszej pielgrzymki – do Matki Bożej, aby u Jej stóp złożyć nasze prośby i podziękowania. Radość przysłaniała zmęczenie, zapominaliśmy o bólu, czuliśmy, że jednak warto było ponieść ten trud. Towarzyszył nam też smutek, bo kończył się piękny czas rekolekcji w drodze. Rozpoczynało się normalne życie i prawdziwy wysiłek duchowy, aby nie zgubić gdzieś w codzienności tej radości i zaufania, że Bóg obdarzy nas potrzebnymi łaskami w każdym dniu naszego życia, tak jak obdarzał nas łaskami na pielgrzymim szlaku. Dzięki pieszym pielgrzymkom Jasna Góra stała się dla nas miejscem szczególnym, naprawdę bliskim sercu. Miesiąc przed narodzinami Zosi byliśmy tam, aby prosić o szczęśliwe rozwiązanie. W tym roku nie mogliśmy dojść z pielgrzymami naszej diecezji przed tron Matki Bożej, ale mamy nadzieję, że uda nam się tam wybrać chociaż na 2 dni. Mamy za co Bogu i Maryi dziękować. Jesteśmy wdzięczni Panu Bogu i Matce Najświętszej za dar pielgrzymowania na Jasną Górę.

Ela i Wojtek Chlipałowie z Zosią

Fotografie: Łukasz Pluta